
Tell Me Why włączyłam trochę z ciekawości, trochę dlatego, że akurat była dostępna za darmo, a trochę dlatego, że od dawna chodziło mi po głowie, żeby w końcu sprawdzić więcej takich fabularnych, narracyjnych gier. Wiecie, takich, w których nie chodzi o strzelanie, bieganie po mapie przez 200 godzin i zbieranie piętnastu rodzajów grzybów do craftingu, tylko o historię, wybory, relacje i emocje.
I przyznam od razu: nie jestem jeszcze wielką ekspertką od tego gatunku. Life is Strange mam dopiero na liście. Road 96 zaczęłam już po Tell Me Why. Wiem, czym są takie gry, znam ich ideę, ale do tej pory jakoś nie złożyło się tak, żebym faktycznie dużo w nie grała.
Może właśnie dlatego Tell Me Why tak dobrze u mnie zadziałało. Weszłam w tę historię dość niewinnie, a potem okazało się, że myślę o niej nawet po wyłączeniu gry. A to u mnie naprawdę sporo znaczy, bo mój mózg z ADHD potrafi następnego dnia zapomnieć, że w ogóle zaczął jakąś grę. Tutaj było inaczej.
O czym jest Tell Me Why?
Tell Me Why to narracyjna gra przygodowa od DONTNOD Entertainment, czyli studia znanego między innymi z Life is Strange. Historia skupia się na bliźniętach, Tylerze i Alyson Ronanach, którzy po latach wracają do rodzinnego domu na Alasce i próbują zrozumieć, co naprawdę wydarzyło się w ich dzieciństwie.

Twórcy opisują grę między innymi tak:
„W tym kameralnym thrillerze ponownie zjednoczone bliźnięta Tyler i Alyson Ronanowie wykorzystują swoją szczególną więź, aby rozwikłać tajemnice swojego pełnego miłości, ale trudnego dzieciństwa.”
I to jest w sumie bardzo trafne streszczenie, bo Tell Me Why faktycznie jest historią o wracaniu do przeszłości. O grzebaniu w rzeczach, które przez lata były zamknięte. O rodzinie, traumie, pamięci, niedopowiedzeniach i o tym, że dziecięca wersja wydarzeń nie zawsze jest całą prawdą.
Nie chcę tu zdradzać za dużo, bo moim zdaniem ta gra działa najlepiej wtedy, kiedy odkrywa się ją razem z bohaterami. Wystarczy wiedzieć, że Tyler i Alyson wracają do miejsca, które było dla nich domem, ale też źródłem ogromnego bólu. I im więcej wspólnie odkrywają, tym bardziej okazuje się, że przeszłość wcale nie była tak prosta, jak mogło się wydawać.
Wątek transpłciowości w Tell Me Why
Muszę zacząć od rzeczy, która pewnie dla części osób będzie ważna. Tell Me Why bardzo mocno opiera się na wątku transpłciowości Tylera. Mówiąc szczerze: bardzo nie lubię, kiedy w filmach, serialach czy grach wątki LGBTQ+ są wciskane na siłę. Nie dlatego, że sam temat mi przeszkadza, tylko dlatego, że często mam poczucie, że ktoś dopisał go tylko po to, żeby odhaczyć reprezentację.
Tutaj absolutnie nie miałam takiego wrażenia.

W Tell Me Why ten wątek ma sens. Nie jest doklejony. Nie jest ozdobnikiem. Nie jest wrzucony po to, żeby gra mogła powiedzieć „patrzcie, jacy jesteśmy inkluzywni”. To jest część historii Tylera, część jego relacji z rodziną, część tego, jak rozumiemy przeszłość bohaterów i to, co się wydarzyło.
I właśnie dlatego to zadziałało.
Prawda jest taka, że bez tego elementu ta historia nie miałaby takiego samego sensu. To nie jest opowieść, w której można by po prostu podmienić bohatera na kogokolwiek innego i wszystko zostałoby bez zmian. Tożsamość Tylera realnie wpływa na to, jak patrzymy na całą historię, na jego relację z Alyson, na ich matkę i na wydarzenia z dzieciństwa.
A przy tym wszystkim nie czułam moralizowania. Czułam historię o konkretnych ludziach.
Narracja, która stopniowo odkrywa prawdę
Tell Me Why bardzo fajnie prowadzi narrację. Na początku wydaje się, że mniej więcej wiemy, o co chodzi. Jest dramat z przeszłości, są bliźnięta, jest rodzinny dom, jest wielka rana, do której trzeba wrócić. Niby wszystko jest jasne.
No właśnie niby.
Bo im dalej w las, tym bardziej ta gra otwiera kolejne drzwi. I za każdymi drzwiami jest coś jeszcze. Jakiś szczegół, wspomnienie, rozmowa, przedmiot, który nagle zmienia kontekst. Razem z Tylerem i Alyson odkrywamy historię na nowo, bo oni sami też nie wiedzą wszystkiego. To nie jest tak, że my jako gracze jesteśmy mądrzejsi od bohaterów i tylko czekamy, aż oni nas dogonią. My naprawdę idziemy obok nich.
Bardzo to lubię.
Nie powiem, że Tell Me Why jest grą, w której absolutnie niczego nie da się przewidzieć. Da się. Są momenty, przy których można sobie coś dopowiedzieć. Ale nie jest też tak, że po pierwszych pięciu minutach wiadomo, jaki będzie finał. Kilka razy gra naprawdę mnie zaskoczyła. A ja lubię myśleć, że jestem całkiem niezła w przewidywaniu fabularnych twistów.
Tutaj parę razy musiałam uznać: dobra, tego akurat nie przewidziałam.
Więź Tylera i Alyson to bardzo fajny pomysł
Tyler i Alyson mają między sobą nietypową więź. Potrafią porozumiewać się w sposób, którego inni nie słyszą, a także przywoływać wspomnienia z przeszłości. I to jest jeden z tych elementów, które mogłyby być totalnie pretekstowe, ale tutaj całkiem fajnie działają zarówno fabularnie, jak i mechanicznie.

Jako graczka wiedziałam, kiedy mogę z tego skorzystać. Wiedziałam, kiedy bliźnięta próbują się ze sobą skontaktować, kiedy wracają do wspomnień, kiedy coś między nimi zaczyna się rozjeżdżać. To nie jest jakaś wybitnie skomplikowana mechanika, ale dodaje grze charakteru.
Dzięki temu Tell Me Why nie jest tylko serią dialogów i wyborów. Jasne, to nadal jest narracyjna przygodówka, więc nie spodziewajcie się nagle skakania po dachach i walki z bossem, ale ta więź sprawia, że historia jest bardziej „ich”. Bardziej osobista. Bardziej osadzona w relacji tych konkretnych bohaterów.
Baśń, która nie jest tylko baśnią
Jednym z moich ulubionych elementów była historia stworzona przez matkę Tylera i Alyson. Swego rodzaju baśń, która jest opowieścią dla dzieci pełną postaci, symbol i ukrytych znaczeń. Na początku można potraktować to jako dodatek. Coś klimatycznego, co buduje świat i pokazuje relację matki z dziećmi. Ale im dalej w grze, tym bardziej okazuje się, że ta poboczna opowieść jest mocno połączona z główną fabułą.

I to jest świetne.
Bo nagle mamy historię w historii. Realne wydarzenia odbijają się w baśniowych symbolach. Zagadki są osadzone w tej dziecięcej narracji. Pewne rzeczy, których bohaterowie jako dzieci nie mogli zrozumieć albo nazwać wprost, zostały ukryte w opowieści.
Bardzo lubię takie zabiegi, bo one dodają głębi. Sprawiają, że historia nie jest tylko liniowym „idź, kliknij, porozmawiaj, wybierz odpowiedź”. Można się w nią wczytać. Można próbować zrozumieć, co znaczą konkretne postaci i motywy. Można odkrywać dodatkowe warstwy.
Fajne jest też to, że część tych zadań można zrobić normalnie, zagłębiając się w historię, ale można też pójść bardziej na skróty. Złamać kod, coś obejść, nie analizować wszystkiego od A do Z. I z jednej strony to jest spoko, bo gra daje wybór. Z drugiej strony mam poczucie, że warto się w tę dodatkową historię zanurzyć, bo ona naprawdę dużo dodaje do klimatu całej opowieści.
Rozgrywka w Tell Me Why – to nie jest tylko klikanie dialogów
Bałam się trochę, że Tell Me Why będzie dla mnie zbyt statyczne. Że będę tylko chodzić od rozmowy do rozmowy, klikać dialogi i oglądać scenki. A jednak gra całkiem dobrze miesza tempo.
Zmieniają się lokacje. Wracamy do rodzinnego domu, odwiedzamy różne miejsca w miasteczku, rozmawiamy z ludźmi, przeszukujemy pomieszczenia, wykonujemy drobne czynności. Jest wyprawa na ryby, są zagadki, są przedmioty uruchamiające wspomnienia, jest trochę takiego spokojnego grzebania w otoczeniu.
Nie jest to gameplay, który wywraca stolik, ale też nie miałam poczucia nudy. Dla mnie było to wystarczające urozmaicenie, żeby historia nie zamieniła się w interaktywny serial, w którym tylko czasem wciskam przycisk.
Gra, o której myślałam po wyłączeniu
To chyba najważniejszy punkt tej recenzji. Tell Me Why mnie wciągnęło. Nie od razu tak, że nie mogłam się oderwać i grałam do czwartej rano. Raczej stopniowo. Przechodziłam tę historię w krótszych sesjach, po kawałku. Ale im więcej odkrywałam, tym bardziej chciałam wracać. Kiedy wyłączałam grę, zastanawiałam się, co tam się naprawdę stało. Kto mówi prawdę. Co jeszcze odkryjemy. Jak moje wybory wpłyną na relację Tylera i Alyson.
A to u mnie naprawdę dobry znak.
Mam takie gry, które zaczynam i następnego dnia zapominam, że istnieją. Tutaj mój mózg nie odpuścił. Tell Me Why siedziało mi w głowie. I to nie dlatego, że gra próbowała mnie przytłoczyć wielką akcją. Ona po prostu emocjonalnie mnie złapała.
Były momenty, w których się uśmiechałam. Były takie, w których płakałam. Były sceny, które bolały. Były też takie, które dawały trochę ciepła. I chyba właśnie za to najbardziej tę grę doceniam. Za to, że naprawdę mnie obchodziło, co stanie się z tymi ludźmi.
Zakończenie Tell Me Why i decyzja podjęta bardziej sercem niż głową
Bez spoilerów, ale muszę o tym wspomnieć: zakończenie trochę zbiło mnie z pantałyku. Podjęłam decyzję bardzo emocjonalnie. Szczególnie po tym, co działo się w trzeciej części gry. Byłam już tak wkręcona w uczucia jednej z postaci, że wybrałam rozwiązanie, które wydawało mi się najlepsze dla jej spokoju ducha.

Czy na chłodno wybrałabym tak samo? Nie wiem. Możliwe, że nie. Gdybym usiadła, rozpisała fakty, argumenty i konsekwencje, być może doszłabym do innego wniosku. Ale w tamtym momencie nie byłam analityczką od fabuły. Byłam graczką, która przez kilka godzin przeżywała tę historię razem z bohaterami.
I chyba właśnie o to chodzi.
Bo jeżeli gra doprowadza mnie do momentu, w którym nie wybieram „najlepszej opcji”, tylko opcję, która emocjonalnie wydaje mi się najbardziej ludzka, to znaczy, że coś zrobiła dobrze.
Czy Tell Me Why ma minusy?
Niewiele, ale tak, były takie momenty.
Najbardziej zapamiętałam zadanie z włączaniem zasilania w domu. Teoretycznie była instrukcja. Teoretycznie robiłam, co trzeba. Praktycznie nie działało i przez chwilę miałam ochotę powiedzieć kilka bardzo brzydkich słów do ekranu. Później okazało się, że trochę nie doczytałam instrukcji, więc okej, część winy biorę na siebie. Ale jednocześnie finalne rozwiązanie i tak miało dla mnie posmak zgadywanki. Nie było to na tyle irytujące, żeby zepsuć mi grę, ale kilka takich drobnych momentów potrafiło wybić mnie z rytmu.
Przy grze, która jest przede wszystkim fabularna i emocjonalna, takie techniczne zacięcie boli trochę bardziej, bo człowiek chce iść dalej z historią, a nie walczyć z prądem w domu. Dosłownie.

W dzisiejszych czasach nie powinien być to problem, ale warto wspomnieć, że gra dostępna jest jedynie w języku angielskim, więc nie uświadczymy w niej naszego, natywnego języka.
Dla kogo jest Tell Me Why?
Myślę, że Tell Me Why jest dla osób, które lubią spokojniejsze, emocjonalne historie. Takie, w których ważniejsza jest relacja między bohaterami niż akcja. Jeśli lubicie rodzinne tajemnice, odkrywanie przeszłości, dialogi, wybory i ten lekko melancholijny klimat małych miejscowości, to może być coś dla Was.
Jeśli natomiast potrzebujecie ciągłej akcji, rozbudowanego systemu walki albo dużego otwartego świata, to raczej nie tędy droga.
Dla mnie to był bardzo dobry start w bardziej narracyjne gry. Mam świadomość, że kiedy ogram Life is Strange, Road 96 i kilka innych tytułów z listy, mogę spojrzeć na Tell Me Why trochę inaczej. Może stwierdzę, że inne gry robią pewne rzeczy lepiej. Może ta po czasie wyda mi się mniej wyjątkowa.
Ale na ten moment? Bardzo mi się podobała.
Ile zajmuje przejście Tell Me Why?
Przejście Tell Me Why zajęło mi około 14 godzin. Grałam spokojnie, bez pośpiechu, w krótszych sesjach. Nie próbowałam przebiec przez fabułę jak przez listę zadań do odhaczenia, tylko faktycznie zaglądałam w dodatkowe rzeczy, czytałam, rozglądałam się i pozwalałam tej historii wybrzmieć.
Myślę, że jeśli ktoś chce przejść grę szybciej i nie zaglądać w każdy kąt, może skończyć ją w krótszym czasie. Jeśli jednak lubicie eksplorować, czytać dodatkowe elementy i rozwiązywać poboczne zagadki, warto zarezerwować sobie kilka spokojnych wieczorów.
Czy Tell Me Why jest za darmo?
Ja grałam w czerwcu, bo wtedy Tell Me Why było dostępne za darmo do przypisania do konta. I to jest ważna informacja: gra regularnie wraca jako darmowa oferta w czerwcu, w ramach Pride Month.
Moim zdaniem to świetna okazja, zwłaszcza jeśli nie jesteście pewni, czy takie narracyjne gry są dla Was. Za darmo albo w dobrej promocji Tell Me Why jest bardzo dobrym tytułem do sprawdzenia. Aktualna na moment pisania tej recenzji, standardowa cena tej gry to 71,99zł na Steam.
Czy warto zagrać w Tell Me Why?
Zdecydowanie polecam. Nie jest to gra idealna. Niektóre zagadki mogłyby być czytelniejsze. Osoby, które ograły już mnóstwo narracyjnych przygodówek, mogą nie poczuć aż takiego zachwytu. Ale dla mnie Tell Me Why było bardzo dobrym, emocjonalnym doświadczeniem.
Najbardziej doceniam to, że ta gra nie potraktowała swoich ważnych tematów jak ozdobników. Wątek transpłciowości Tylera ma sens. Relacja bliźniaków ma sens. Baśniowa historia ma sens. Tell Me Why nie rozwaliło mi życia i nie będę udawać, że jest to najlepsza gra, w jaką kiedykolwiek grałam. Ale weszła mi pod skórę. Wciągnęła mnie. Kilka razy zaskoczyła. Kilka razy wzruszyła. I sprawiła, że po wyłączeniu gry dalej o niej myślałam.
A dla mnie to bardzo dużo.
Jeśli macie ochotę na spokojną, emocjonalną historię na kilka wieczorów i nie odstrasza Was tematyka LGBTQ+, to zdecydowanie warto dać Tell Me Why szansę. Zwłaszcza w czerwcu, kiedy gra często wraca jako darmowa oferta w ramach Pride Month.