
Road 96 kupiłam totalnie spontanicznie. Siedziałam na TeamSpeaku ze znajomymi – tak, jestem tym dinozaurem, który nadal korzysta z TeamSpeaka – kiedy znajoma wspomniała, że gra jest akurat na letniej wyprzedaży Steam. Kojarzyła ją jako tytuł polecany fanom Life is Strange, a ponieważ sama była mocno zajarana zakupem, dość szybko dałam się wkręcić.
Nie było tu wielkiego researchu, analizowania recenzji i porównywania cen. Bardziej klasyczne: ktoś mówi z entuzjazmem o grze, którą akurat można kupić w promocji, szybki rzut oka na recenzje, które w głównej mierze były pozytywne, przyzwoity rabat, a ja po Tell Me Why i tak miałam ochotę sprawdzić kolejną narracyjną przygodę.
Do Road 96 podeszłam więc właściwie bez oczekiwań. Nie wiedziałam, czy mnie to wciągnie. Nie wiedziałam też, jak bardzo ta gra będzie różnić się od tego, co właśnie skończyłam.
I różni się bardzo. Jest mniej intymna, mniej skupiona na jednej rodzinnej historii, ale za to dużo bardziej nieprzewidywalna. To nie jest opowieść, którą po prostu przechodzimy od punktu A do punktu B. To raczej seria podróży, spotkań i decyzji, które mogą ułożyć się inaczej nie tylko u różnych graczy, ale nawet przy kolejnym podejściu do tej samej gry.
O czym jest Road 96?
Road 96 to narracyjna gra przygodowa studia Digixart. Akcja dzieje się latem 1996 roku w fikcyjnym kraju Petria, rządzonym przez autorytarny reżim. Wcielamy się w niej w kolejne nastolatki, które próbują przedostać się do granicy i uciec z kraju.
Twórcy opisują Road 96 jako szaloną, generowaną proceduralnie podróż autostopem do wolności. I faktycznie: nie gramy jedną konkretną postacią od początku do końca. Każdy odcinek to kolejna próba, kolejna droga i kolejny fragment większej historii.

Po drodze spotykamy powracających w kolejnych historiach bohaterów, trafiamy na różne lokacje, podejmujemy decyzje i stopniowo odkrywamy, jak bardzo losy napotkanych osób są ze sobą splątane. Granica jest celem, ale bardzo szybko okazuje się, że najciekawsze dzieje się po drodze.
Mój początek był pięknie chaotyczny
Pierwsze minuty Road 96 dobrze pokazały, że kompletnie nie wiem, czego się spodziewać.
Trafiłam na sekwencję z motocyklem. Siedziałam w bocznej dostawce, poniżej kierującego i pasażera, i przez chwilę naprawdę próbowałam prowadzić ten motor. Nie zauważyłam, że interakcje są nade mną i że powinnam po prostu się odwrócić.
Próbowałam więc przejąć kontrolę nad pojazdem, nad którym absolutnie żadnej kontroli nie miałam. Gdy dotarło do mnie, że to nie działa, zaczęłam kombinować inaczej.
I tak właśnie zaczęła się moja podróż.
Trochę głupio, trochę zabawnie, ale w sumie bardzo pasująco do Road 96. Ta gra od początku daje poczucie, że nie wszystko będzie pod naszą kontrolą. Możemy wybierać, komu zaufamy, co powiemy, jak zareagujemy i jak spróbujemy przetrwać, ale sama droga potrafi zrobić z nami coś, czego w ogóle się nie spodziewamy.
Największy plus Road 96 – moja droga naprawdę była moja
Najciekawsze w Road 96 jest to, że gra nie układa się wszystkim tak samo. Główna oś historii istnieje, pewne wydarzenia muszą się pojawić, a polityczne tło Petrii prowadzi nas w konkretnym kierunku. Ale to, co wydarzy się po drodze, w jakiej kolejności spotkamy bohaterów i jak potoczą się nasze odcinki, może, a nawet z dużym prawdopodobieństwem będzie, wyglądać zupełnie inaczej.
I to nie jest tylko marketingowe hasło.
Grałam mniej więcej w tym samym czasie co dwójka znajomych. Każde z nas zaczęło inaczej. Każde skończyło inaczej. Każde miało inną liczbę odcinków. Nawet kiedy wybieraliśmy podobne rozwiązania, finał potrafił mieć zupełnie inny wydźwięk.

Ja już w pierwszym odcinku przekonałam się, że podróż może skończyć się szybciej, niż człowiek planował, a dotarcie do granicy pozostaje tylko wspomnieniem. Tymczasem moja znajoma dopiero przy piątym odcinku zaczęła się zastanawiać, czy coś takiego w ogóle może się wydarzyć. U niej finalnie do końca gry się tak nie stało.
Bardzo lubię ten aspekt, bo dzięki temu Road 96 aż się prosi o porównywanie wrażeń. To jedna z tych gier, po których chce się zapytać kogoś: a Ty kogo spotkałaś najpierw? A Tobie co się wydarzyło? A jak wyglądało Twoje zakończenie?
U mnie przejście zakończyło się po 8 odcinkach i około 9,5 godziny gry. Znajoma skończyła całość w trochę ponad 7 godzin na przestrzeni 6 odcinków. Już sama ta różnica pokazuje, że Road 96 faktycznie potrafi inaczej rozłożyć akcenty.
Bohaterowie są ciekawsi, niż wydają się na początku
Road 96 nie jest grą, która zachwyca samym gameplayem. To trzeba powiedzieć uczciwie. Większość rozgrywki opiera się na dialogach, prostych interakcjach, wyborach, chodzeniu po lokacjach i kilku mini-grach. Jeśli ktoś szuka dynamicznej akcji albo rozbudowanych mechanik, raczej nie znajdzie ich tutaj.
Ale Road 96 nie próbuje być taką grą.

Jej siła leży w bohaterach i w tym, jak stopniowo odkrywamy ich powiązania. Na początku nie zawsze rozumiemy, kim są, czego chcą i po której stronie właściwie stoją. Czasem ktoś wydaje się podejrzany. Czasem ktoś irytuje. Czasem bardzo łatwo jest kogoś skreślić po pierwszym spotkaniu. Potem gra dorzuca kolejny fragment historii i nagle robi się ciekawiej.
Postaci, które początkowo mnie denerwowały, potrafiły pokazać inne oblicze. Bohaterowie, którym od razu przypisałam konkretne motywacje, okazywali się bardziej skomplikowani. Czasem nawet czarne charaktery albo osoby, którym nie ufałam, dostawały kontekst, który nie tyle je usprawiedliwiał, co pozwalał lepiej zrozumieć, skąd wzięło się ich podejście do świata.

To jest chyba jeden z największych atutów Road 96. Gra ładnie pokazuje, że perspektywa zależy od miejsca, w którym się stoi. Coś, co dla jednych jest opresją, dla innych może być wygodą. Coś, co dla jednych jest nadzieją, dla innych jest zagrożeniem. To nie zawsze jest subtelne, ale działa, bo poznajemy ten świat przez ludzi, których spotykamy po drodze.
Polityczne tło jest ważne, ale nie przykrywa podróży
Road 96 ma bardzo wyraźne tło polityczne. Petria to kraj propagandy, kontroli, wyborów, strachu i młodych ludzi, którzy próbują uciec, bo nie widzą dla siebie przyszłości w obecnym systemie.
Brzmi ciężko, ale gra nie zamienia się w długi wykład o autorytaryzmie. Polityka jest tu stale obecna, ale najczęściej oglądamy ją przez konkretne sytuacje i konkretne osoby. Przez kogoś, kto chce uciec. Przez kogoś, kto próbuje przetrwać. Przez kogoś, kto wierzy w zmianę. Przez kogoś, kto uznał, że lepiej dopasować się do systemu.

Dzięki temu Road 96 nie jest tylko historią o dotarciu do granicy. To także opowieść o tym, jak różnie ludzie reagują na ten sam świat. Jedni próbują go zmienić, inni z niego uciekają, a jeszcze inni nauczyli się w nim funkcjonować, nawet jeśli dla kogoś z zewnątrz jest to trudne do zrozumienia.
Decyzje mają znaczenie bardziej, niż myślałam
Najbardziej zaskoczyło mnie to przy zakończeniu. Kończyłyśmy grę ze znajomą prawie w tym samym czasie i wybrałyśmy tę samą finalną decyzję. Spodziewałam się więc tego samego zakończenia, może z jakimiś drobnymi różnicami.
Nic z tego.
Nasze zakończenia zmierzały w podobnym kierunku, jeśli chodzi o ogólne rozwiązanie sytuacji w kraju, ale prowadziły do niego przez inne zdarzenia, inne postaci i inną drogę. Miałyśmy inną narrację, inny wydźwięk i inne podsumowanie tego, co wydarzyło się wcześniej. To było bardzo fajne odkrycie, bo pokazało, że Road 96 nie patrzy tylko na ostatni wybór. Gra pamięta także wcześniejsze decyzje, spotkania i to, jak zachowywaliśmy się po drodze.
Nie oznacza to, że mamy pełną, absolutną wolność. Road 96 ma swoją strukturę i pewne wydarzenia są częścią głównej osi historii. Ale samo doświadczenie po drodze naprawdę może być inne, a to mocno podbija sens wracania do gry w przyszłości.
Ja skończyłam grę na Steamie z 8 z 12 osiągnięć, więc wiem, że nie zobaczyłam wszystkiego. Tym bardziej, że nie z każdym bohaterem udało mi się zaliczyć 100% interakcji, a część osiągnięć była dość łatwa do pominięcia. Nie czuję potrzeby natychmiastowej powtórki, ale nie wykluczam, że kiedyś wrócę i sprawdzę, jakie sceny, interakcje albo warianty mnie ominęły. Chociażby po to, żeby odświeżyć sobie fabułę i zobaczyć, jak inaczej może ułożyć się ta sama droga.
Co działało słabiej w Road 96?
Największy minus Road 96 to dla mnie powtarzalność, ale chcę to dobrze doprecyzować: nie chodzi o to, że gra jest monotonna od początku do końca, bo to byłoby nieuczciwe. Wręcz przeciwnie, Road 96 potrafi zaskoczyć naprawdę nietypowymi interakcjami.
Po drodze trafiają się mini-gry, które faktycznie są mini-grami, ale pojawiają się też sceny mniej standardowe, bardziej eksperymentalne i dużo mocniej zapadające w pamięć. Nie chcę zdradzać za dużo, ale jedna z sekwencji wyglądała dla mnie jak doświadczenie stylizowane na odurzenie albo psychodeliczny stan po zażyciu narkotyków. Było to dziwne, zaskakujące i kompletnie inne od zwykłego klikania dialogów. Właśnie takie momenty sprawiały, że gra mocniej mnie wciągała i przypominała, że za chwilę może wydarzyć się coś, czego w ogóle się nie spodziewam.
Problem pojawiał się raczej wtedy, kiedy dany odcinek układał się spokojniej. Przez większość czasu gra była przyjemna, ale pod koniec trafiło mi się kilka sekwencji, w których niewiele się działo. Liczyłam na więcej interakcji, mocniejsze spotkania albo ciekawsze sytuacje, a dostałam momenty, które bardziej przesuwały mnie do przodu, niż faktycznie angażowały.
To pewnie częściowo wynika z tego, jak ułożyła się moja droga. Skoro gra jest zmienna, nie każdy odcinek musi mieć równie mocne tempo. U mnie całość trwała 9,5 godziny i była rozłożona na 8 odcinków, więc pod koniec poczułam lekkie zmęczenie formułą. Nie było to coś, co zepsuło mi odbiór gry. Bardziej coś, co sprawiło, że po napisach końcowych pomyślałam: było bardzo przyjemnie, ale nie odpalam od razu jeszcze raz.
Ile zajmuje przejście Road 96?
Moje przejście Road 96 zajęło około 9,5 godziny i zamknęło się w 8 odcinkach. Grałam spokojnie, bez pośpiechu, sprawdzając lokacje, rozmawiając z postaciami i pozwalając historii iść swoim tempem.
Dla porównania, znajoma przy podobnym stylu gry skończyła ją w trochę ponad 7 godzin zamykając się w 6 odcinkach. Myślę więc, że czas przejścia Road 96 może dość wyraźnie różnić się w zależności od tego, jak ułoży się konkretna podróż i jak bardzo zagłębiamy się w dodatkowe interakcje.

Najbezpieczniej założyć, że to gra na kilka wieczorów. Nie jest bardzo długa, ale też niekoniecznie jest tytułem na jeden szybki wieczór, szczególnie jeśli chcecie spokojnie wejść w klimat i porównywać swoje wybory ze znajomymi.
Czy warto zagrać w Road 96?
Tak, warto. Road 96 nie jest grą idealną. Bywa powtarzalna, momentami może się trochę dłużyć i jeśli ktoś szuka mocnego gameplayu, raczej się rozczaruje. To nie jest tytuł, który trzyma na mechanikach. To gra, która trzyma na drodze, bohaterach, wyborach i odkrywaniu powiązań między postaciami.
Dla mnie była bardzo przyjemnym doświadczeniem po Tell Me Why. Innym, mniej intymnym, bardziej rozproszonym, ale ciekawym właśnie przez swoją zmienność. Podobało mi się to, że moja droga naprawdę była moja. Podobało mi się porównywanie jej z przejściami znajomych. Podobało mi się też to, że nawet kiedy wybieraliśmy podobnie, gra potrafiła pokazać nam coś innego.
Nie mam potrzeby wracać do Road 96 od razu, ale czuję, że kiedyś mogę do niej wrócić. Zwłaszcza że wiem, że nie zobaczyłam wszystkich interakcji i nie poznałam każdego wariantu tej historii.
Jeśli lubicie narracyjne gry, road tripy, dziwnych bohaterów, polityczne tło i historie, które odkrywa się po kawałku, Road 96 zdecydowanie warto sprawdzić. To nie jest gra, która daje wielką adrenalinę, ale daje podróż, o której po zakończeniu chce się pogadać ze znajomymi.